Kuchennie postępowi, czy zacofani mężczyźni?

Kuchenny inkwizytor 5

Święta, Kuchenna Inkwizycja, w swoim przekonaniu nieomylna, znowu zabrała głos. Teraz na tapecie „faceci w kuchni”. Właściwie rzecz biorąc, należałoby napisać – faceci na kuchennym blacie.

Nader często obserwuję, iż mężczyźni żyją po dwóch stronach kuchennej świadomości. Po jednej są ci z męskiego rodu, którzy gotują mądrze i z przekonaniem starają się wyposażać kuchnie albo dla siebie, albo dla najbliższych, w sprawdzony, doskonały sprzęt, takich marek, jak, np. Demeyere, Silit, Staub, czy Miyabi.

 

Świadomi roli dobrych naczyń mężczyźni coraz częściej wyposażają kuchnię

 

W mojej wieloletniej karierze, zarówno doradcy do spraw technik i technologii kulinarnych, jak i właściciela świadomie wyposażonej kuchni w sklepach www.smakprostoty.pl oraz www.zeliwnenaczynia.pl (i we własnym domu), spotkałem przeważającą ilość mężczyzn (przeważających nad kobietami) zaopatrujących się w doskonałe, nowoczesne garnki, zaawansowane technologicznie patenie nieprzywierające, czy japońskie noże. Ilość mężczyzn i kupujących i szukających porady przeważała i przeważa nadal nad wyposażającymi kuchnię paniami. Poszukiwaczy można podzielić na dwie zasadnicze kategorie.

Pierwszą grupę facetów, którzy zwrócili moją uwagę in plus, tworzą radykaliści, wizjonerzy, ci, którzy chcą rozwijać się w dobrym gotowaniu.

I im wszelka cześć i chwała, bo to ludzie wnikliwi, ciekawi nowości, interesujący się faktem, jak jedzenie wpływa na życie i zdrowie. I mający pełną świadomość tego, że jeśli będą źle gotować, to się to na nich kiedyś zemści.

Po drugiej stronie „kuchennej świadomości” jakoś! jeszcze istnieją ci faceci, których zachowanie sprowokowało powstanie artykułu, a którzy nadal łapią się za głowę lub serce i, nade wszystko, za portfel, gdy przyjedzie im pomyśleć o zakupie kuchennego sprzętu. Ta z kolei grupa, skrajnie antagonistyczna do powyższej – czyli świadomie kupujących i gotujących, dostaje białej gorączki na myśl o nowej, markowej patelni, czy nowym, drogim garnku. Choć, co zjawiskowe, czasem, ostrożnie, nieufnie, robi wywiad na temat tego, co kupić powinna. Wywiad staje się jednakowoż pretekstem do rozpaczliwej, masochistycznej wojny ze sobą i pretekstem do narzekania.

Ci faceci kupują, gdy już nie ma innego wyjścia, gdy garnki przypominają sito, a patelniom odpadło właśnie szorowane i przepalone latami dno. Kupują z bólem serca wtedy dopiero, gdy w jajecznicy znajdują kawałki teflonu zdartego z liczącej sobie 20-30 lat patelni. Ci faceci zawsze szukają tego, co najtańsze. Niezależnie od zdrowotnych i smakowych konsekwencji, z którymi wiązać się będzie gotowanie w słabej jakości naczyniach.

O grupie pośrodku, tych obojętnie przechodzących obok kuchni, pisać nie ma sensu.

 

Coraz więcej gotujących mężczyzn przywiązuje wagę do doskonałej jakości naczyń

 

Znowu, niestety, całe rozważania sprowokowały historie z życia wzięte. Te złe i przerażające historie, pokazujące, jak skostniałe jest ciągle jeszcze myślenie pewnej grupy ludzi.

Pierwszy ze znanych mi mężczyzn przez całe lata używał wyszorowanych do białości, aluminiowych garnków, które przyczyniły się do nowotworu jego ukochanego psa. Pies żywił się całymi latami gotowanym w tychże garnkach ryżem i mięsem. Pan, po latach używania naczyń, jest szary, chory i bez kłopotu mógłby się zatrudnić jako chodzący dostawca aluminium.

Inny pomysłowy adept gotowania, zamożny człowiek, lutował swoje emaliowane garnki, gdy po ćwierćwieczu używania wypadły w nich dziury. I irytował się, gdy cyna odpadała po wystygnięciu. Ale, jak sam dumnie twierdził, próbował do przysłowiowego „oporu” naprawiać garnki. Jego żona natomiast mówiła o oślim uporze, ale jej nikt nie słuchał.

Trzeci z kolei ze znanych mi mężczyzn mało nie obdarł własnej „połowicy” ze skóry za jej pełen desperacji gest kupienia doskonałej, a drogiej w jego pojęciu patelni. Zdecydował, że udowodni żonie, iż znajdzie, choćby miał ją spod ziemi wytrzasnąć, równie dobrą patelnię za 10 złotych. Taką stawkę ustalił. Widomo, że cała akcja spełzła na niczym, niemniej, gdyby taką patelnię dopadł, na jedno wyszłoby, czy smażyłby na niej, czy oblizywał reaktor atomowy.

Ci panowie zatrzymali się w dobie zapyziałego PRL-u, kiedy z musu gotowało się w byle czym, byle tylko miało dno i uchwyty. Nie znaczy to jednak, że mające 50 lat, a nadal służące garnki, są jeszcze coś warte!

 

Dziś było w tonie przygnębiającym, bo nie ma tu z czego ironizować. Sprawa jest przykra i poważana, bo wielu facetów ciągle nie zdaje sobie sprawy, ile krzywdy robią sobie, rodzinie, dzieciom, wnukom i psom, trzymając kurczowo w objęciach polutowane garnki, czy liczące sobie pół wieku patelnie. Niestety, ciągle funkcjonujący jeszcze w Polsce patriarchat odpycha kobiety, często świadome roli dobrego gotowania, od możliwości zakupu nowoczesnych technologicznie naczyń, bo często to ON zarządza twardą ręką rodzinnym budżetem. Co smutne, cała kwestia nie dotyczy wyłącznie starszych mężczyzn, czy tych w średnim wieku, ale i całkiem młodych, których świadomość nie opuściła domu przesiąkniętego nędzą dawnych, a strasznych czasów, kiedy wszystko trzeba było szanować i zdobywać ogniem i mieczem.

 

Na koniec – trudno powiedzieć, która grupa przeważa. Oczywistym jest, że nieczęsto szukają porady ci, którym włos staje na głowie dęba na samą myśl o kupieniu nowych naczyń, czy dobrych noży. Mam kontakt wyłącznie z tymi facetami, którym dane było zrozumieć istotę nowocześnie wyposażonej kuchni. O drugiej grupie albo słyszę w opowieściach, albo obserwuję w tzw. „akcji”.

 

Jeśli życzą sobie Państwo przeczytać pozostałe teksty z teki Kuchennego Inkwizytora, zapraszamy TUTAJ.

 

Krystian Wawrzyczek – specjalista z zakresu żywienia, technik i technologii kulinarnych, łapiący doła Kuchenny Inkwizytor
www.smakprostoty.pl

Zdjęcia: Demeyere, Silit

Pin it button

Artykuły powiązane

Dark blue %c5%bceliwne naczynia staub

O tym, jak wyrzuciłem wszystkie naczynia

Każdy, kto spróbował przygody z żeliwnymi garnkami, patelniami, brytfannami, czy wokami francuskiej marki Staub robi jedno – wyrzuca ze swojej kuchni wszystkie inne naczynia.
Deski kuchenne miyabi

Japońskie deski Miyabi - raz i na zawsze

Wykonane z bardzo odpornego drewna Hinoki deski japońskiej marki Miyabi posłużą w kuchni przez całe lata. Nie tępią noży, mają właściwości antybakteryjne.
Parzenie herbaty

W czym parzyć herbatę - czajniczki i zaparzacze światowych marek

Herbata będzie zawsze idealnie energetyzująca, jeśli przygotować ją w zaparzaczu z prawdziwego zdarzenia. Marki Staub i MENU szykują cuda
Miniatura volo bugatti chimmo

AGD Bugatti odnosi sukcesy w kuchniach świata, część 1

Włoska marka Bugatti słynie ze swojego doskonałego, designerskiego sprzętu kuchennego. Największą popularnością cieszą się, bez wątpienia, czajnik Vera i toster Volo.
Ostre krojenie no%c5%bcami miyabi

Jak piękne rzeczy zmieniają życie, część 1

Człowiek zbyt mocno podlega naciskom świata, denerwuje się, nie potrafi się zrelaksować. Stąd dobrze otaczać się pięknymi przedmiotami, które zmieniają życie na lepsze.
Jadalna pow%c5%82oka nieprzywieraj%c4%85ca miniatura

Na babski rozum - jadalna powłoka nieprzywierająca

Inkwizytor Kuchenny ciągle walczy z gastronomicznymi paranojami. Tym razem przypadło mu w udziale zetrzeć się z potworem, któremu nadał imię „jadalnej powłoki nieprzywierającej”.
}