Podróże Guliwera, czyli zminiaturyzowana szkoła gotowania

Kolejny raz zdarzyło mi się być zaproszonym do domu Klienta naszego sklepu www.smakprostoty.pl, który zażyczył sobie, by pokazać Jemu i Jego żonie, jak można w pełni wykorzystać stalowe garnki, jak działa doskonałej jakości patelnia z powłoką nieprzywierającą i jak kroją ręcznie kute, japońskie noże, które sobie u nas zamówił. Lubię takie spotkania, bo są zawsze okazją do bardzo sympatycznego spędzenia czasu z kimś, kto poznaje dopiero urok doskonałych jakościowo naczyń, patelni i noży.

Powyższe pisałem jako właściciel sklepów www.smakprostoty.pl oraz www.zeliwnenaczynia.pl, specjalista z zakresu technik i technologii kulinarnych, chętnie uczący naszych Klientów gotowania i krojenia. Teraz przeistoczę się w jadowitego Inkwizytora Kuchennego, bo rzecz cała woła o pomstę do nieba.

 

 

Pełne rozmachu gotowanie wymaga dobrze wyposażonej kuchni

 

Ja, zmotoryzowany, nowoczesny Inkwizytor Kuchenny, dotarłem do Klienta, który mieszka w bloku. Blok ładny, wyremontowany, świeży, parking sympatyczny, osiedle radosne, jakich w Polsce wiele. Mieszkanie spore, gustowne, elegancko wyposażone ze smakiem. Problem zaczął się, gdy przeszliśmy do tzw. kuchni. Kuchnia, w odróżnieniu od całej reszty mieszkania, jakoś chyba na planie PRLowskich architektów nie została przewidziana jako miejsce do gotowania, bo skoro wtedy pożywnie syciły głodnych stołówki robotniczo-pracownicze, kuchni się prawie nie używało. Kuchnia Klienta miała, jakieś, z dużym hakiem, 4 metry kwadratowe powierzchni. W sam raz na ugotowanie herbaty i to przez chudego dziesięciolatka.

Sam Klient zdrętwiał, gdy uświadomił sobie, co się teraz będzie działo. Blatu mieliśmy do dyspozycji jakieś 50 centymetrów, w sam raz, by położyć na nim deskę. Co dalej? Gdzie upchnę produkty, które trzeba pokroić? O myciu i czyszczeniu ich nie wspomnę, bo nie ma na to miejsca. Nie dość na tym – uczeń mi się w kuchni nie mieści, więc po co cała szkoła gotowania i krojenia Jego nowym sprzętem? Klient niemały, Inkwizytor, dobrze przez siebie samego karmiony, też do ułomków nie należy. I tak dwa Guliwery upychają się do kuchni liliputa. Doświadczenie traumatyczne. Tchu nam brakuje, para bucha z uszu, bo tak się w kuchni-nie-kuchni wspólnie upychamy. Ktoś wyjść musi, by w kuchni został ktoś.

Racjonalizatorsko i odkrywczo – warzywa umyliśmy w wannie. Potem zabrałem się za krojenie. Tak powoli i z takim namaszczeniem nie kroiłem jeszcze nigdy. Łokcie przyciśnięte do boków, głowa w półce, bo półki uwieszone nisko. A obracając się, raz po raz waliłem czołem w patelnie wiszące u sufitu, wydzwaniając „Jingle bells”. W sumie - na temat, bo akurat święta za pasem. Ale ciągle dręczył nas obu problem, jak też się Klient gotowania i krojenia ma uczyć, skoro nic nie widzi, bo się w kuchni nie zmieścił. Klientowa wpadła na genialny pomysł i przyniosła niewysoki taborecik, który Klientowi centymetrów dodał i pozwolił zaglądać mi kamerą przez ramię. W ten sposób zapoczątkowany został program – „Z kamerą wśród Inkwizytorów”. Ubawiłem się do łez, bo taka lilipucia, blokowa kuchnia nie daje najmniejszych szans na ugotowanie czegokolwiek. Może, poza jajkiem, czy herbatą, o ile ktoś ma na tyle długie ręce, by z przedpokoju sięgać do półek i na kuchence jako tako manewrować.

 

Nowoczesna kuchnia pozwala na codzienne, genialne smakowe odkrycia

 

Wyszedłem z tej całej przygody nie dość, że potłuczony i pognieciony, ale za to z odkrytym świeżo talentem muzycznym (czołowy grajek patelniowy) i płonącym rękawem inkwizytorskiego, kuchennego wdzianka. Zaintonowaliśmy z Państwem Klientostwem wspólnie, na znaną i powszechnie lubianą melodię „Płonie ognisko w lesie”, stworzone na poczekaniu słowa: „Płonie kucharz w kuchence, zwęgliły mu się ręce…” Ciąg dalszy był bardziej drastyczny, więc nie przytaczam.

A płonąłem z tego prostego względu, że ignorant-projektant kucheneczki blokowej umieścił kuchenkę gazową obok zlewu. Więc, podążając ku wodzie, w celu rąk umycia, natrafiłem rękawem na ścianę ognia dobywającego się spod patelni, bo nie mieliśmy miejsca, by zmniejszyć moc szalejącego palnika.

Piekło Dantego nie wymyśliło mąk, na które skazałbym nieudaczników-projektanów-kretynów blokowych kuchni, w których jeden gotujący się jakoś zmieści, o ile odpowiednio schudnie albo opanuje iście cyrkową sztukę balansowania ciałem. Współczuję wszystkim skazanym na gotowanie w komórkach na mopy, które, za sprawą jakiegoś poronionego umysłu, zostały zamienione na kuchnie.

Do wszystkich Klientów sklepu www.smakprostoty.pl, którzy będą życzyli sobie indywidualnych lekcji gotowania, czy krojenia, mam prośbę o wcześniejsze podesłanie zdjęcia kuchni razem z jej rzeczywistymi, nieprzekłamanymi, wymiarami. Muszę mieć miejsce na rozmach i ekspresję twórczą.

 

Jeśli życzą sobie Państwo przeczytać pozostałe teksty z teki Kuchennego Inkwizytora, zapraszamy TUTAJ.

 

Krystian Wawrzyczek, Kuchenny Inkwizytor, który na stos zesłał projektujących blokowe kucheneczki dla krasnoludków
www.smakprostoty.pl

Zdjęcia: Demeyere

Artykuły powiązane

Blask włoskiego designu - seria Glamour marki Bugatti

Linia kuchennych utensyliów Glamour, marki Bugatti, powstała dzięki talentowi Andreas’a Seegatz’a i grupy Architects Milano-Berlin, stałych współpracowników włoskiej firmy

Garnek w garnku szybko gotowany, czyli turbo-szybkowar

Wojujący z polskimi kulinarnymi absurdami Kuchenny Inkwizytor bez litości rozprawia się z szybkowarem, uroczą panią redaktor i tym, którzy usiłuje ugotować garnek… w garnku.

Jak korzystać z żeliwnych naczyń i patelni szwedzkiej marki Skeppshult?

Szwedzkie patelnie z naturalnego żeliwa, produkt marki Skeppshult, posłużą bez kłopotu całymi dekadami, jeśli stosować się do kilku prostych zasad ich użytkowania.

Mistrzowskie smaki chrupiącego śniadania - toster Bugatti Volo

Wspominając pyszne, chrupiące tosty, powstałe z udziałem mistrza aromatycznego pieczywa – tostera Volo znakomitej marki Bugatti, nie można doczekać się kolacji.

Noże do sushi i sashimi, Yanagi, Yanagiba - leksykon noży, część 10

Noże do sushi, noże do sashimi, zwane Yanagiba, czy Yanagi Sashimi, stały się w Polsce nadzwyczaj popularne z racji upodobania do orientalnych dań.

Żeliwne patenie w stylu retro - o żeliwie, które lubi drewno

Drewno i żeliwo to połączenie tak piękne, że trudno mu się oprzeć. Stąd – patelnie z żeliwa słynnych marek Staub i Skeppshult cieszą się nieustającym powodzeniem.
}