Dwa trudne testy, które musi przejść dobra patelnia

Współczesny świat patelni nieprzywierających jest nieprawdopodobnie wręcz szeroki. Trudno wybrać coś odpowiedniego, by potem nie żałować wydanych pieniędzy. Trzeba sporo poczytać, zainteresować się tematem, porozmawiać z ludźmi, który mają pojęcie o patelniach i coś mądrze doradzą. Niestety, w bardzo dużej ilości przypadków ludzie kupują patelnie dość pochopnie – szybko i bez specjalnego namysłu. A potem pojawia się rozczarowanie.

Byśmy mogli być długo zadowoleni z nieprzywierającej patelni, ona musi niejedno potrafić. Przede wszystkim – nie stracić po kilku, czy kilkunastu miesiącach właściwości nieprzywierających, dla których ją kupiliśmy. Nie może też wydzielać żadnych szkodliwych substancji, a jej powłoka musi być bezpieczna dla zdrowia i spełniać najwyższe standardy materiałów, które mogą mieć kontakt z żywnością. Oczywiście, tego wszystkiego nie przetestujecie. Plusy i minusy patelni odkryjecie już we własnej kuchni. Dlatego postanowiliśmy podpowiedzieć Wam, jak sprawdzić patelnię, by dowiedzieć się, czy macie do czynienia ze sprzętem klasy Premium, czy raczej ekonomicznym, na którym producent pooszczędzał.

 

Dwa test sprawdzające powłokę nieprzywierającą

Testy, o których dziś będzie mowa, najlepiej przeprowadzić dwukrotnie. Na samym początku, gdy patelnia właśnie do Was trafiła i po, np., 6 miesiącach, czy roku jej używania.

Nasze testy sprawdzają umiejętność dystrybucji ciepła patelni, jego równomiernego rozprowadzania, możliwości smażenia z niewielkim dodatkiem tłuszczu, zachowanie patelni i jej nieprzywierającej powłoki oraz zachowanie przyrządzanego dania.

Komuś, kto się choć trochę zna na patelni od razu podpowie, jak sprzęt sprawdza się, gdy przyjdzie mu działać krótko, w niskich temperaturach, a jak, gdy będzie działał dłużej i w wyższych temperaturach, radząc sobie ze skomplikowanym smażeniem i podduszaniem.

Do rzeczy.

 

 

Jajo-test – niskie temperatury

To bardzo prosta kwestia, ale niezwykle ważna dla sprawdzenia jakości powłoki i innych parametrów patelni. Robimy jajko sadzone w temperaturze około 150-170 stopni. Śmiejemy się, że jajko jest prawdomówne. Jeśli przy niewielkim dodatku tłuszczu, po bardzo mocnym zredukowaniu temperatury pod nagrzaną patelnią jajko będzie po niej „pływać”, a Ty nie będziesz potrzebował żadnych utensyliów, by je od patelni odkleić, czy nawet je popchnąć, by lekko wprawić w ruch, znaczy to tyle, że masz powłokę o doskonałych właściwościach.

Od razu powiem, że taki eksperyment nie przejdzie na taniej patelni. Jej szkielet rozgrzeje się albo zbyt szybko i jajko błyskawicznie się zetnie albo zbyt wolno i wtedy jajko wchłonie tłuszcz, zamiast na nim się smażyć. Tak, czy tak poślizg będzie wiele słabszy i gorszy, niż w przypadku bardzo dobrej jakości patelni nieprzywierającej. A przeprowadź taki test na słabej jakości patelni po pół roku – przekonasz się, co jest warta.

 

Pirometr w dłoń

W obu przypadkach – testu powyżej i poniżej – cała kwestia będzie miarodajna i będzie miała sens, gdy wykorzystasz pirometr, czyli laserowy termometr do zmierzenia temperatury. Mierzenie „na oko” można sobie podarować, bo to nie jest żaden test.

 

Soso-test i wysokie temperatury, czyli zaczynają się schody

Słabej jakości powłoka nieprzywierająca, a tym samym patelnia, która ma nędzny szkielet, zawiedzie przy takim teście. Tutaj szykujemy potrawę złożoną i wykorzystujemy talent patelni najpierw do smażenia, potem do duszenia, nie wyłączając jej, a regulując tylko temperaturę. Tu amplituda temperatur wyniesie nawet 60 stopni Celsjusza, czyli bardzo dużo (między początkową temperaturą 170-180, a końcową – gdy sos jest już gotowy – ok. 230 stopni).

 

 

Przygotowujemy podsmażoną cebulkę i dodajemy do niej mięso, które nie może się zbrylić, przegrzać, ani przypalić. Nie może zmienić koloru na bardzo mocno brązowy, bo to będzie oznaczać, że patelnia źle dystrybuuje ciepło. Potem dodajemy surowe warzywa, z którymi patelnia musi sobie poradzić, redukując wilgoć (tzn. pozbawiając potrawę nadmiernej wilgotności), równocześnie tworząc pół-płynny, zagęszczający się sos. Do tego dodajemy przyprawy, które też nie mogą przywrzeć do dna, ani brzegów patelni, czy się uprażyć. I na koniec – dodajemy pomidory. I tu każda tania patelnia pada trupem, bo przy redukowaniu sosu z pomidorów słabej jakości powłoka sprawi, że potrawa przywrze. I tyle byłoby z marzeń o patelni, która wszystko potrafi.

 

Są trzy scenariusze drugiego testu

Najtańsze, byle jakie patelnie padną na etapie szklenia cebulki  i podsmażania mięsa. Coś będzie zbyt brązowe, coś przylgnie, będziemy musieli podbierać jedzenie i mocno mieszać. Jest spora szansa, że bez naszej pomocy wszystko się szybko poprzykleja i stworzy skorupkę na patelni.

Nieco lepsza jakościowo patelnia pójdzie dalej – doczeka etapu dodawania surowych warzyw. Ale padnie przy dodatku pomidorów, które przylgną, nawet, jeśli doda się do nich wody. Patelnia nie będzie umiała redukować odpowiednio wilgoci.

Trzeci typ patelni, czyli sprzęt klasy Premium, nie tylko zrobi zagęszczony sos pomidorowy bez zwęglania go, bez nieprzyjemnego aromatu zwęglonej papryki, czy innych warzyw, ale na dodatek sos nie przywrze do patelni. Będzie aromatyczny i ciekawie smakujący, bo smaki się połączą, a zioła je wzmocnią.

 

 

Trzymaj się reguł przy teście

Jeśli ktoś stwierdzi, że patelnia za 30 zł zrobi to samo, co patelnia klasy Premium, którą testowałem w filmie, jego wola. Niech się oszukuje. Przygotujemy kiedyś film, który pokaże, jak to działa – porównamy byle jaki marketowy sprzęt z tym, który stworzył jakiś wyśmienity producent.

Obejrzyjcie film, a potem – jeśli macie ochotę – wypróbujcie to, co napisałem. Ale – trzymajcie się reguł, temperatury i kolejności dodawania składników. Spróbujcie przeprowadzić test na patelni, którą wyjęliście z pudełka. Bo taka, która działa już nieco, będzie reagować inaczej, bo się już wygrzała, dostosowała do kuchenki, na której pracuje. Sztuką jest zrobienie tego na „świeżaku” – patelni, którą przed momentem wyjęliście z pudełka.

 

Krystian Wawrzyczek, specjalista z zakresu żywienia, technik i technologii kulinarnych

Zdjęcia: licencja Envato Elements

 

Szukaj nas tutaj:

 

 

Artykuły powiązane

Trzecia strona smażonego mięsa

Mięso, choć wielu gotujących od lat o tym nie wie, smażyć trzeba z, minimum, trzech stron. Jak znaleźć trzecią stronę mięsa, podpowie nasz artykuł.

Deba, potężne noże do ryb - leksykon noży, część 3

Noże do oprawiania ryb, Deba, to prawdziwe arcydzieła japońskiej sztuki kowalskiej. Ich masywne, potężne ostrza pozwolą wygodnie oprawiać i dzielić ryby na części.

98% kurczaka, a gdzie reszta?

Gorzko-smutna prawda o współczesnym, marketowym mięsie. Inkwizytor poszukuje części zaginionego kurczaka.

O barszczu, co zeżarł dno

Złośliwie, ironicznie, ale przy okazji całkiem na serio – Kuchenny Inkwizytor zagina parol na stalowe anty-garnki, które kusząc ceną, są w stanie siać spustoszenie w organizmie

Podróże Guliwera, czyli zminiaturyzowana szkoła gotowania

Kuchenny Inkwizytor opowiada o swoich przygodach w krainie liliputów. Lekcja gotowania w inkwizytorskim wydaniu może, co niebywałe, okazać się być niebezpieczna. Zapraszamy do lektury.

Trzy noże i nieskończoność możliwości - Miyabi 5000 MCD w kuchni

Wielu kupujących noże zastanawia się, ile faktycznie ostrzy będzie im potrzebnych. Okazuje się, że wystarczy całkiem prosty zestaw, np. 3 noży, by poradzić sobie z każdym kuchennym wyzwaniem.
}