O barszczu, co zeżarł dno

Kuchenny inkwizytor 7

Nabiłem sobie ostatnio guza w haniebnych i zupełnie idiotycznych okolicznościach. Padłem ofiarą podłego, wymierzonego przeciwko Inkwizycji Kuchennej oszustwa. Padłem też ofiarą własnej, wścibskiej ciekawości. Odwiedzając market-hiper w celu dopełnienia jakościowo-ilościowego lodówki, z lubością przechadzałem się wśród półek ze stosami stalowych garnków. Na pozór, co mnie wyraźnie ucieszyło, wyglądały całkiem sobie i przyzwoicie. Sprawiały wrażenie masywnych i potężnych. Siedziały w wieży, czyli wstawił je ktoś jeden w drugi, ku oszustwu powszechnemu. Cena niewysoka kusi, stal się ładnie błyszczy, a w niektórych miejscach nawet eleganckim matem czaruje.

 

Wyśmienitej jakości stalowe naczynia Demeyere mają aż 30 lat gwarancji

 

Uchwyty też niczego sobie, dość solidne, długie, nawet na męską, inkwizytorską łapę karzącą odpowiednie. I zadrżało we mnie, Inkwizytorze, radośnie serce, bo wreszcie przyjdzie czas, by o markecie-hiper parę słów dobrego napisać. Będą się maluczcy dobrymi garami cieszyć mogli, na święta akurat jak znalazł.

Rękę wyciągam ciekawie i skubię gar, coby go ze stosu wyliberować. Nauczony doświadczeniem ze stalowymi garnkami marki Demeyere, zapieram się, nadymam, naprężam mięśnie, jak rasowy sztangista, bo tu garnek 5-litrowy waży swoje, jakieś 3 kilo lub więcej. A tu, jak Filip z konopi, gar na mnie znienacka wyskakuje, jak z procy wyrzucony i prosto w czoło wali Inkwizytora. Sam się o mało garem nie znokautowałem. Guz wielki na środku czoła, lud w radościach poskładany w pół, że się wreszcie złośliwcowi, co to jady wyrzuca kuchenne, dostało, a ja stoję jak słup soli z garnkiem 5-litrowym w garści, który waży ledwie jakieś… 20 deko! „Bogowie kuchenni!” – apostrofuję w duszy – „Coż to za wydmuszkę stalowo-wielkanocną market-hiper nieświadomemu ludowi wciska?!”

Podziwiam tłoczoną blachę, grubą na jakieś pół milimetra i tak w duszy gratuluję serdecznie skośnookim producentom, bo gar na pierwszy rzut oka oszukuje całkiem dobrym designem. Lis farbowany, stalowy, jakiś, nie garnek!

Ci, co się pośmiać mieli, pośmiali i zdegustowani brakiem rozlewu krwi ku kasom popędzili ospale, a ja stoję z garem w ręce i opukuję go ze wszystkich stron. Garnek, poza faktem, że przypomina garnek, z garnkiem wspólnego nic nie ma. To „coś” nie ma, zasadniczo, dna.

 

Doskonałe, szybkie i sprawne gotowanie w naczyniach belgijskiej marki Demeyere

 

Opowiem, jaki będzie scenariusz gotowania wigilijnego barszczu w takim garze. Dodanych do zupy kilka kropli soku z cytryny przeżre tę półmilimetrową blaszkę w 15 minut. Można będzie barszcz przez dno na talerze serwować – ot, taka nowa, fajna metoda.

Dno tego blaszanego wynalazku jest tak samo chude, jak i ścianki, co z założenia rozmija się z koncepcją stalowego garnka, który musi akumulować ciepło – a temu służą grube, kilkunastowarstwowe dna. Stalowe garnki znanych mi, a cenionych w świecie marek, typu Zwilling, czy Demeyere itp. mają dno grubości nawet do 2,5-3 cm (np. linia Atlantis, czy John Pawson). A sam garnek waży sporo – w efekcie na jeden mój stalowy garnek przypadałoby 12 garnków z marketu-hiper. Wagowo, rzecz jasna.

I tak z guzem na czole pomstuję, pisząc o anty-stalowych-garnkach, które są wytłaczane z blachy – arkusz chudej blachy walony jest bez litości przez prasę, która nadaje mu kształt gara. A co w tej blasze siedzi, lepiej nie wiedzieć! Problem w tym, całkiem już rzecz poważnie ujmując, że gotowana w takim garze-nie-garze zupa, czy inna potrawa, stoi niemal na samym palniku! W takim razie – podgrzewana tak intensywnie blacha, mająca kontakt z zupą i bezpośrednio z palnikiem, jest w stanie wydzielić pół układu okresowego pierwiastków, bo nie wierzę, że jest to blacha coś warta.

Problem w tym, ile czasu uda się taki pseudo-garnek używać. Tydzień, dwa, miesiąc? Zanim się wygnie, zdeformuje i poprzecieka? I natruje, ile tylko zdoła.

Dobrze byłoby wreszcie nasłać szwadron inkwizycyjny, który lotem dywanowym przeleci przez markety-hiper i pozbawi je anty-kuchennego-sprzętu, który truje, oszukuje pseudo-jakością, przy okazji pozwalając zarabiać marketom na nieświadomych klientach po kilkaset procent marży na jednym garze.

 

Jeśli życzą sobie Państwo przeczytać pozostałe teksty z teki Kuchennego Inkwizytora, zapraszamy TUTAJ

 

 

Krystian Wawrzyczek, Kuchenny Inkwizytor obiecujący sobie solennie, że kolejne gary w markecie-hiper ominie szerokim łukiem
www.smakprostoty.pl

Zdjęcia: Demeyere

Pin it button

Artykuły powiązane

Kuchenny inkwizytor 4

Jak japoński mistrz kowalstwa sam siebie podrobił

Kuchenny Inkwizytor, rozjuszony przez zadającego paradoksalne pytania Pytacza, doprowadzony przezeń do białej gorączki, zaczyna robić się nadzwyczaj podejrzliwy wobec całego świata.
Specjalista

Specjalista niejedno ma imię, czyli o tym, który kuchnią dyryguje

Szczycimy się od lat tym, że nasze sklepy internetowe wyposaża i prowadzi specjalista z zakresu żywienia, technik i technologii kulinarnych. Ten tekst mówi nieco o naszym szefie.
Bob kramer

Uwiedzeni na ostro - czyli o wielkiej namiętności do noży

Japońskich noży nie można nie pokochać. Kiedy ma się z nimi choć trochę do czynienia, wpada się w ich sidła i nie da się już niczym innym kroić. Japońskie arcydzieła są i nadzwyczaj ostre i piękne.
Miniatura

Podziemny świat żeliwa

Owoc granatu intrygował przez epoki. Pełno go w mitologiach świata, w Biblii, śródziemnomorskich rytuałach. A, dzięki francuskiej marce Staub i jej serii Grenade Red, pełno go i w kuchni.
Dziadki do orzech%c3%b3w drosselmeyer

Nadzwyczaj długowieczny dziadek do orzechów marki Drosselmeyer

Ten dziadek nigdy się nie zestarzeje, nie straci krzepy. Zawsze dzielnie stawia czoła wyzwaniom – nic nie jest dla niego „twardym orzechem do zgryzienia”. Rozłupie każdy!
Japo%c5%84skie no%c5%bce miyabi

Dedykowane dla Ciebie, czyli o rozpieszczaniu Klienta, który ma do wydania 2000 zł

Mistrzowie rzemiosła rozpieszczają miłośników japońskich noży, tworząc dla nich prawdziwe kuchenne majstersztyki, często dostępne w przystępnej cenie, która nie ujmuje im jakości
}