Polska uczepiona starych naczyń i nowych suplementów diety

Suplementy miniatura

Kiedyś, nie całkiem dawno temu i nie za siedmioma górami, ale w Polsce Ludowej i nieco po-Ludowej gotowało się w czym popadło i w tym, co się miało dzięki łaskawości partii pozwalającej na nędzne wyposażenie kuchni. Wtedy fakt, czy dane naczynie jakoś wpływało na smak, kolor, czy walory zdrowotne potrawy miało znaczenie, by tak rzec, absolutnie nieznaczące.

Nie było sensu się nad tym zastanawiać, bo: a) wszystkie naczynia (poza bardzo nielicznymi wyjątkami – np. starego żeliwa, czy patelni tzw. cyganek lub naczyń wyszarpanych z Pewexu) były dramatycznie słabej jakości, b) trudno było o produkty pierwszej klasy, więc jadło się to, co udało się zdobyć, upolować w ziejącym pustką sklepie, czy pod znajomości wydrzeć spod lady. Straszne czasy, z których teraz można się śmiać, mamy, szczęściem, za sobą, więc można mówić o bardzo ważkim problemie - patologicznej wręcz obawie Polaków przed wymianą starego sprzętu kuchennego na nowy, który dba o zdrowie. Do tego dochodzi kolejny obłęd – wszechobecna maniera pożerania ton suplementów diety.

Teraz można kupić naczynia naprawdę dbające o zdrowie, naczynia, których używanie po latach zrewanżuje się odwiedzinami w aptece tylko po to, by kupić plaster, czy tabletki na ból głowy. Ale – problem w tym ogromny, że bardzo, bardzo wielu gotujących zupełnie nie bierze tego pod uwagę. Nie dba o to, by pozbyć się z kuchni trujących naczyń. I to trujących całkiem i zupełnie dosłownie. Wielu nie boi się złego gotowania i straszliwych, starych garów, bo reklama wmówiła im, że suplement jest dobry na wszystko. Będą zawsze zdrowi, piękni, młodzi i pełni energii, gdy wchłoną kilka lub kilkanaście różnego typu pigułek. Bzdura, jakich mało. Ale równie mało ludzi podchodzi krytycznie do problemu.

 

Najgroźniejsze dla zdrowego życia jest gotowanie w starych naczyniach

 

Miliony Polaków do dziś ma w kuchni albo stare, 20- 30-letnie naczynia, albo obłażącą z powłoki teflonowej lub już dawno zdartą patelnię, która została kupiona z okazji urodzin dziś już dorosłego dziecka. Inni kroją na dekach tak zmurszałych i obrzydliwych, że śmiertelnie głodne korniki by się ich nie chwyciły. Jeszcze inni kroją nożami z blachy zupełnie niewiadomego pochodzenia, która mogła kiedyś być grodzią w okręcie wojennym z czasów Zimnej Wojny.

To, co zalega polskie kuchnie spokojnie mogłoby trafić do muzeum obrzydliwości.

 

Ale - gdy zajrzeć w domową apteczkę klasycznego nierozstawacza ze starym, zgroza bierze – znajdziemy tam wszelkiego typu preparaty, czy cudowne suplementy na nadciśnienie, miażdżycę, wątrobę, żołądek, trawienie, zgagę, wzdęcia, żylaki, opuchnięte nogi, łamliwe paznokcie, wypadające włosy, oczy, uszy, itp.

Ciągle wielu nie akceptuje faktu, że poza stresem, szkodliwymi nałogami i paranoidalnym nadużywaniem suplementów diety właśnie to, co, jak i w czym się gotuje, ma znaczący wpływ na zdrowie.

Paranoja polskiej anty-logiki, z którą wszyscy zajmujący się dietami i łączącymi się z nimi organicznie zdrowymi, nowoczesnym technologiami kulinarnymi walczą na razie dość bezskutecznie, polega na skłonności do uciekania od tego, co sprawdzone i dobre, a bezkrytycznej wierze w czystość intencji reklamy. Suplementy kupowane raz po raz zdają się być specjalnie drogie. Tu 15 zł, tu 25 zł. Czasem mniej, czasem więcej. Czyli – nie czuje się wydatku. Ale – w efekcie rosną potworne sumy wydane zupełnie po nic. Bo suplement zdrowego żywienia i życia nie zastąpi, choćby nie wiadomo jak i przez kogo był zachwalany. Ciągle dziwi fakt, że Polacy – niby myślący – tak chętnie ulegają reklamie.

Dbałość o zdrowie musi zacząć się od sprzętu kuchennego. A dobre w kuchni, niestety, znaczy dosyć albo nawet bardzo drogie. I nic się na to nie da poradzić. Niemniej – to bardzo często, jeśli kupuje się sprawdzony, wypróbowany sprzęt najlepszych producentów, to wydatki jednorazowe.

Co ciekawe, raz po raz ktoś dostaje palpitacji na widok cen markowych patelni, garnków, czy noży. Ale całkiem spokojnie znosi fakt, że dobry smartphone, dobry telewizor, czy dobry samochód też dużo kosztują. To jest do zaakceptowania. Drogie naczynia, patelnie, brytfanny, czy woki i noże od razu budzą sprzeciw maluczkich i nieświadomych. Problem, że telewizor, telefon, czy samochód zdrowia codziennie budować i poprawiać nie będą. Owszem, dobry samochód życie czasem ochroni, ale dzień po dniu zdrowej diety trzymać nie pomoże.

Po co ten cały wywód? Ciągle i ciągle zdarza się nam, sprzedającym luksusowy sprzęt AGD, ta sama sytuacja. Raz na czas dzwoni do naszych sklepów ktoś, kto z tak ogromnym zapałem deklaruje chęć sprawienia sobie dobrego, dbającego o zdrowie sprzętu kuchennego, że aż zazdrość bierze, gdy słyszy się ten bijący ze słuchawki entuzjazm. Co ciekawe, radość rozmówcy zanika stopniowo, gdy dochodzi do kwestii cen.

Nagle ktoś decyduje, że jednak koszt 2-3 tysięcy złotych, za które raz i na niemal całe życie wyposaży się w dbające o zdrowie garnki, patelnie i noże, to wiele za dużo. I idzie do hipermarketu, gdzie kupuje nowe, owszem, ale wykonane z byle jakich, przypadkowych, niestety, w większości nie atestowanych, a tym samym potencjalnie szkodliwych dla zdrowia materiałów. A potem, czując się źle, biegnie do apteki po suplementy diety. Zamknięty, szalony krąg. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale wygląda to czasem tak, jakby producenci tandetnego sprzętu kuchennego dawno pożenili swoje interesy z koncernami farmakologicznymi. I tak biznes się kręci, maluczcy cierpią kolki i niestrawność, szukając bezskutecznie pomocy i rozwiązań nie tam, gdzie szukać ich należy.

Ktoś, nabywszy np. nowiutką patelnię za 19 zł, czy garnki na wagę za całe 30 zł (bo kupił ich 80 dkg), karmi się złudzeniem – skoro ma coś nowego, to szkodzić mu nie będzie. Będzie, choćby nie wiadomo jak bardzo wierzył w to, że uda mu się siłą woli pokonać moc np. aluminium, które codziennie będzie atakowało jego mięso smażone na straszliwej, tandetnej patelni za parę groszy.

Niech nikt nie twierdzi, że jestem stronniczy, wypisuję takie rzeczy, bo zajmuję się drogim sprzętem. Nie napisałem niczego nowego, czego od tysiącleci nie byłoby wiadomo. Ale w Polsce trzeba czasem w kółko pisać to samo, żeby się okazało odkrywczym i zjawiskowym. To już wiem.

 

Polska to kraj maniaków suplementów diety

 

Wiem, że czytający zaatakują na pewno – przecież wielu na takie drogie sprzęty kuchenne nie stać. W takim razie proszę przeliczyć koszty leków, suplementów, czy papierosów - wyjdzie prosto, że 90% Polaków byłoby bez kłopotu stać na dobre, wspomagające zdrowie sprzęty kuchenne. Dyskusja zawsze sprowadzi się do mentalności i wyniesionych z domu wyobrażeń i nawyków. I wiary w świętą moc reklamy – jej prawdomówność i szczerość. Polecam gorąco liczne, a bardzo przystępne książki na temat reklamy i tego, co potrafi wyczynić z ludzkim umysłem. Nawet umysłami tych, którzy ją sami stworzyli. To poniekąd usprawiedliwia wszystkich biegających bezrozumnie po aptekach.

Suplementy, jako uzupełnienie zdrowej, mądrej diety potrafią zdziałać cuda. Ale – jako uzupełnienie braków, w przypadku organizmu, w którym coś potężnie szwankuje. Dobierany samemu, na wszelkie mniej i bardziej wyimaginowane dolegliwości suplement może być szkodliwy. I w pewnej chwili można wpaść w nałóg – bez suplementów ni rusz.

Jeszcze raz podkreślę – tanimi sprzętami nie da się dobrze wyposażyć kuchni, w której chce się zdrowo gotować. Nawet najzdrowsze eko-produkty zmarnieją, zwiędną i stracą wszystkie wartości odżywcze, gdy skaże się je na kontakt z aluminium, teflonem, czy innego typu potwornościami z super marketów lub naczyniami odziedziczonymi po pradziadkach, czy borykających się z PRLowskimi zakupami na kartki rodzicach.

Komuś, kto oszczędza na dobrym sprzęcie kuchennym i rozsądnym, mądrym gotowaniu, pozostaje potem wchłaniać tony suplementów diety, które dadzą złudzenie leczenia przeróżnych dolegliwości. Statystki, o czym nikogo przekonywać nie trzeba, są w tej materii przerażające. Niedługo okaże się, że obiad składa się z malowniczo ułożonych na talerzu garści tabletek. Na wszystko.

Śmieszna sprawa – ktoś będzie jadł najgorzej, jak się da, gotował w trujących naczyniach, a potem próbował suplementem wszystko uratować. Co naprawi, zaraz potem, serwując zatruty obiad, zepsuje ponownie jeszcze mocniej. Gdzie w tym logika?

 

Krystian Wawrzyczek, specjalista z zakresu żywienia, technik i technologii kulinarnych
www.smakprostoty.pl

www.zeliwnenaczynia.pl

Zdjęcia: Photodune.net

 

Pin it button

Artykuły powiązane

Gotowanie w woku

Jak gotować w woku - czyli rzecz o najwyższych rozkoszach podniebienia

Wok to jedno z bardziej odkrywczych doświadczeń kuchennego świata. Niestety, rodacy ciągle się go boją, unikają, traktując jako dziwaczny wynalazek. A wok czyni smakowe cuda!
Staub black

Żeliwne oczarowanie - Staub i Skeppshult legendy smaku

Żeliwne naczynia - czy to z naturalnego żeliwa, czy też pokryte zapobiegającymi przywieraniu glazurami - to czysta radość gotowania. Staub i Skeppshult czarują kuchnię.
Patelnie skeppshult

Patelnie nie do zdarcia - żeliwo Skeppshult

Są na świecie patelnie, których niemal nic nie ruszy, które posłużą całymi dekadami, nie tracąc swoich właściwości. Do tej grupy zaliczają się żeliwne patelnie marki Skeppshult.
N%c3%b3%c5%bc t%c4%99piony powietrzem miniatura

Na babski rozum - unikatowa metoda tępienia noża

Ludzka pomysłowość, co Inkwizytora Kuchennego nie powinno już dziwić, a dziwi, nie zna granic. Tym razem złośliwie nieco o najnowszym sposobie na stępienie zbyt ostrego noża.
%c5%bceliwne naczynia staub

Kaprysy twardziela, czyli czego nie tolerują żeliwne naczynia Staub

Wyśmienite, obdarzone dożywotnią gwarancją żeliwne naczynia marki Staub stawiają swojemu użytkownikowi nieco wymagań. Odwdzięczają się za to rewelacyjną jakością.
No%c5%bce delben

Dedykowane dla Ciebie - jak mistrzowie rzemiosła rozpieszczają Klienta (cena nie gra roli)

Świat designu wypełniają sprzęty czasem kompletnie niepowtarzalne. Niestety, z reguły kosztują majątek. Ale, co cieszy, pooglądać je sobie można, jak mawiają, całkiem za darmo.
}