YouTube i widzowie o nadludzkich mocach

Od razu, od progu, żeby nie było wątpliwości i nie porozumień, zadeklarujemy, co następuje – jesteśmy wielkimi i bezgranicznymi wielbicielami YouTube. Cenimy go niezwykle za wszystko, co można tam znaleźć. Nade wszystko za to, co dostaje się w przestrzeni dla profesjonalistów. Wielu być może nie wie, ale można nauczyć się, np., perfekcyjnej obsługi Photoshop’a, korzystając z vlogów fachowców, których jest tam wielu. Można bez kłopotu samemu wycyklinować podłogę, ucząc się z filmików (widzieliśmy taką „amatorską” podłogę, wygląda do dziś popisowo). Można, jak ironizuje znajomy, dowiedzieć się szybko i sprawnie, jak zrobić leczenie kanałowe 8-ki (z tym byśmy nie ryzykowali). Ale można…

 

YouTube przydaje nadludzkiej mocy

Czego na YouTube nie ma? Pewnie jest już wszystko. I fajnie, bo YT jest naprawdę pomocny. Jest też, jak się okazuje, nieco (tak, to zabrzmi dziwnie)… magiczny. A to z tego względu, że dzięki oglądaniu filmów na YT u niektórych widzów ujawniają się dotychczas ukryte nadludzkie moce. Wielu zaczyna umieć przepowiadać przyszłość (albo i niedaleką teraźniejszość), inni potrafią zajrzeć bezpośrednio na czyjeś konto bankowe (bez hasła, czy loginu, czy hakowania tegoż konta), jeszcze inni potrafią zestawiać i porównać coś, czego nie widzieli na oczy, z czymś, z czego korzystają. Przyznacie, że brzmi to intrygująco i imponująco zarazem.

 

Wielkie moce naszych youtubowych widzów

Od długich lat mamy swój kanał na YouTube. Wróciliśmy do filmowania po sporej przerwie, stworzyliśmy własne kuchenne studio video, gdzie testujemy sprzęt, który znajdziesz w naszym sklepie PrestiżowaKuchnia.pl – ot, takie dość szalone zajęcie, ale chcemy wiedzieć, co polecamy naszym Klientom.

Filmy powstają, oczywiście, dla potrzeb sklepu i naszych Klientów, ale publikujemy je też na YouTube. I tam, jak to na tym zacnym portalu bywa, dowiadujemy się przeróżnych różności na swój temat. Norma, bo, jak świat światem, pewni ludzie nie mogą sobie odmówić frajdy wylania na innych wiadra pomyj. Oczywiście, reagować na takie zaczepki nie ma sensu, bo cennego życia szkoda. Niemniej - ostatnio nas oświeciło i zrozumieliśmy, że hejtujący nas to często ludzie o naprawdę nadprzyrodzonych mocach. I im warto poświecić kilka słów.

 

 

Niektórzy wiedzą o tym, o czym my jeszcze nie wiemy

„Jak Ci producent wpycha patelnię/ garnki / noże, to możesz o nich dobrze mówić…” i tu następuje ciąg niewybrednych epitetów. To jeden z częstszych argumentów przeciwko cenom naszego, bądź co bądź, drogiego, a doskonałego sprzętu, którym od długich lat się zajmujemy.

Czujemy się zaszczyceni faktem, że tak nas część naszej widowni ceni i wierzy w nasze moce. Obawiamy się jednak, że oni wiedzą coś, o czym nam jeszcze nie wiadomo. Z wielu z iście proroczym rozmachem tłumaczy nam, ile sprzętu dostajemy od tłoczących się pod naszymi drzwiami producentów. Sprawa zaiste ciekawa, bo zaledwie 2, czy 3 razy coś (czasem drobiazg zupełny) od kogoś dostaliśmy. Wszystko, co mamy w studio, a sprzętu Ci u nas dostatek, pojawiło się, najwidoczniej, jakimś tajemnym, cudem.

Ale może słowa naszych widzów to zapowiedź nadzwyczajnej przyszłości? Przepowiednia tych, którzy wiedzą? Super, w takim razie nie możemy się doczekać spełnienia tych arcyprzyjemnych wizji! Tym bardziej, że kuzyn z Dubaju ciągnie resztkami sił i nie chce nam już kasy na dobra przeróżne przysyłać.

 

O „czytających” w banku

Inna grupa wiele wiedzących ma dla nas równie dużo dobrych wiadomości. „Dostajesz furę kasy za reklamę, to możesz chwalić…” - kolejny mocny argument przemawiający za tym, że nie mamy świętego pojęcia o tym, czym się zajmujemy, a nasz specjalista mówi tylko dobrze, bo Mu za to płacą. I to bajońskie sumy. Sami nie wiemy, ile zarabiamy, ale wiedzą to nasi widzowie.

Podobno mamy takie szalone pieniądze z reklam, że możemy bez skrupułów pleść, co nam ślina na język przyniesie.

Przyznajemy, że w efekcie staliśmy się nałogowcami - z oszalałym uporem codziennie zaglądamy do banku, by sprawdzić, czy wreszcie te obiecane / przewidziane kokosy z reklam wreszcie na konto powpadały.

 

Moje też działa, choć kosztuje 1/10000 ceny Twojego

I trzecia grupa wiele wiedzących, wyposażona jest w moc godną pozazdroszczenia. Gdybyśmy my taką posiedli, nie musielibyśmy kupować mnóstwa sprzętu za olbrzymie pieniądze. A tak musimy, by go testować. Owszem, testujemy z własnej woli, a że za niego płacimy, to kwestia naszych nędznych możliwości i braku talentu. Po prostu nie umiemy tego, co potrafi niejeden nasz wierny widz.

Na czym rzecz polega?

Wielu z mocą i fachowością porównuje ze sobą sprzęty, z których jeden służy w ich kuchni, za to drugiego na oczy nie wiedzieli. Ale doskonale wiedzą, jak jedno i drugie działa, jak sobie to tańsze wiele lepiej niż nasze droższe w kuchni radzi.

Moc zaiste przecudowna! Dużo byśmy dali, żeby i na nas taka potęga spadła. Ale spaść nie chce, co nas, przysłowiową, krwią codziennie zalewa. I jak te „wariaty” wiecznie coś kupujemy, by stawiać obok siebie, sprawdzać i po czasie przekonywać się, czy kasę w błoto wywaliliśmy, czy jednak zakup miał sens. Stąd - jeśli któryś z naszych obdarzonych nadludzką mocą widzów zlituje się i oświeci nas, jak tego w inny sposób dokonać, obiecujemy podzielić się sporą częścią wpadającej nam raz po raz kasy za reklamę (o czym było wyżej), albo oddamy wpychany nam przez producentów sprzęt. Czekamy na nauczyciela i mistrza!

 

Dział PR Grupy Nas Troje

Zdjęcia: Licencja Envato

 

Artykuły powiązane

Tytanowe nieprzywierające woki Woll, czyli prościej się nie da

Tytanowy wok niemieckiej marki Woll to naczynie, które jeszcze do niedawna raptem uzupełniało kolekcję sprzętów kuchennych znanego producenta. Teraz święci triumfy i zyskuje na wartości.

Jak smażyć na patelni z powłoką nieprzywierającą

Nowoczesne patelnie nieprzywierające, tworzone przez najlepszych producentów, stawiają swojemu użytkownikowi wymagania. Jak sobie z nimi radzić, podpowiada nasz specjalista.

Nadzwyczaj długowieczny dziadek do orzechów marki Drosselmeyer

Ten dziadek nigdy się nie zestarzeje, nie straci krzepy. Zawsze dzielnie stawia czoła wyzwaniom – nic nie jest dla niego „twardym orzechem do zgryzienia”. Rozłupie każdy!

Podróże Guliwera, czyli zminiaturyzowana szkoła gotowania

Kuchenny Inkwizytor opowiada o swoich przygodach w krainie liliputów. Lekcja gotowania w inkwizytorskim wydaniu może, co niebywałe, okazać się być niebezpieczna. Zapraszamy do lektury.

Patelnia, której nie da się przegrzać - Controlinduc marki Demeyere

Belgowie wymyślili patelnię, której nie da się przegrzać na indukcji. Marka Demeyere tak zmyślnie skonstruowała swoje patelnie z linii ControlInduc, by wyłączały się przy 250 stopniach.

Jak dbać o stalowe naczynia

Stalowe naczynia bywają nieco kapryśne. Potrafią się ubrudzić, pojawiają się na nich plamy. Jak poradzić sobie z tą niewielką trudnością, podpowie nasz specjalista.
}